
Panowie Rektorzy, Panie i Panowie Dziekani, Szanowni Państwo,
Mija pięćdziesiąt lat mojej przygody z nauką i dydaktyką, której początki związane są jeszcze z okresem studiów tu w
AGH. Wtedy to na drugim roku napisaliśmy z Rafałem Unrugiem, późniejszym profesorem UJ, ostatni jak sądzę w dziejach tej Uczelni studencki skrypt.
Był to skrypt z Paleontologii wg wykładów prof. Franciszka Biedy. Skrypt miał kilka wznowień. Sprzedawał się jak ciepłe bułeczki (zwłaszcza tuż przed trudnym egzaminem z tego przedmiotu). Nigdy przedtem i nigdy potem nie miałem tak wysokich i nieopodatkowanych dochodów, których część niestety rozpuściła się w grzanym miodzie pitnym w sławnej miodosytni "Pod Krzyżykiem" na krakowskim Rynku.
Jeszcze na studiach współtworzyłem na Wydziale studencki ruch naukowy - to było też 50 lat temu. I to są te moje początki półwiekowej przygody z dydaktyką i nauką.
A teraz będzie o szczęściu.
Miałem szczęście urodzić się w starym Krakowie, zaczarowanym w wierszach Gałczyńskiego. Miałem szczęście przeżyć straszną okupację hitlerowską, której niemy film widziany wtedy oczami dziecka ukazuje mi się niekiedy we snach. Szczęściem też moim było, że nauki pobierałem w prastarym liceum im. B. Nowodworskiego, a większość moich kolegów poświęciła się nauce i sztuce.
Z pełną świadomością wybrałem nauki przyrodnicze w uczelni technicznej w AGH na Wydziale wówczas Geologiczno-Poszukiwawczym. Miałem świadomość, że w AGH wiedzę można przekładać na praktykę. I znowu uśmiechnęło się szczęście, bowiem w tych tak trudnych stalinowskich czasach spotkałem na studiach grono wspaniałych koleżanek i kolegów, których drogi dojścia do AGH były zawiłe, splątane wojennymi losami, wiodły niekiedy przez syberyjskie bezdroża, lub gruzy tragicznego Powstania Warszawskiego.
Panowie Rektorzy, Panie Dziekanie.
Wszyscy absolwenci mojego Roku podjęli pracę w zawodzie, pełniąc wysokie i odpowiedzialne stanowiska. Rocznik ten dał Nauce Polskiej ośmiu profesorów i docentów w tym dwóch Dziekanów tego Wydziału.
Moim nieustannie uroczym Koleżankom i posrebrzonym na skroniach Kolegom składam podziękowania i pozdrowienia na ręce profesor Barbary Kwiecińskiej, przewodniczącej naszego Klubu Seniorów i Seniorit (!) Wychowanków AGH.
Po studiach pozostałem wierny mineralogii. Z tą wiernością dla mineralogii było różnie, miałem bowiem chwile słabości i zdradzałem ją dla ekologii. Mineralogia to piękna nauka, poświęciłem jej większość swojego życia naukowego.
Prażyłem się w tyglach dwóch mistrzów, o skrajnie różnych temperamentach - byli to profesorowie naszej wówczas Katedry: Julian Tokarski i Andrzej Bolewski, z którymi do końca ich pracowitego życia współdziałałem i utrzymywałem dobre stosunki, co nie zawsze jest typowe dla naszego środowiska.
Obecnym tu Koleżankom i Kolegom, życzę by w Zakładzie naszym, który liczy sobie tyle lat ile ma nasza Uczelnia, nadal panował klimat rodzinny, a podstawowym kryterium oceny była praca i jej wyniki. Życzenia te składam na ręce mojego następcy - profesora Tadeusza Ratajczaka.
Na przestrzeni tych wielu lat pracy w Katedrze i Zakładzie miałem szczęście do utalentowanych doktorów: Janusz Dominik jest profesorem i dyrektorem Instytutu Forela w Uniwersytecie w Genewie, a Bogna Dominik uprawia kosmomineralogię też w Szwajcarii.
Andrzej Skowroński kończy podręcznik z geochemii poszukiwawczej, Wanda Wilczyńska-Michalik rozwija aeromineralogię, Marzena Schejbal-Chwastek bada kancerogenny azbest i jest senatorem ale na szczęście w Senacie AGH, Mariola Marszałek ratuje zabytki krakowskiej architektury, a Jan Tarkowski uprawia geochemię i toksykologię środowiska. Jurek Czerny, rozwija mineralogię i petrologię polarną, zeolitowo-glaukonitowy Wojtek Franus jest zalążkiem nowoczesnej mineralogii w Lublinie, a najmłodszy 2-miesięczny osesek Tomek Bajda rozwija mineralogię gleb. Na patelni smażą się następni moi doktoranci: Magda Żmudzka bada zmiany w krzemianowej materii planetoid, Marek Łodziński, Primus Inter Pares AGH i Krakowa, bada strukturę beryli, a najmłodszy Jarek Majka, uczestnik dwóch Wypraw Polarnych AGH, zajmuje się termo- i barometrią skał Spitsbergenu.
Starsi moi doktorzy już przewyższają mnie naukowo, a młodzi próbują, w porywach nawet się to im udaje. I na tym polega postęp w nauce. Macie być lepsi od swojego opiekuna / promotora pod warunkiem, że się wam w głowie nie przewróci z tego powodu i o tym często im przypominam.
Na sali są pracownicy Zakładu Sozologii Instytutu Gospodarki Surowcami Mineralnymi i Energią PAN, którymi przez kilka lat kierowałem, ale raczej była to partnerska współpraca, a jej końcowym efektem są dwie monografie w tym jedna wielka 3-tomowa o zrównoważonym rozwoju Karpat. Serdecznie wam dziękuję za tą współpracę i namawiam do jej kontynuacji.
Nie bez wzruszenia patrzę na grupkę starszych i najmłodszych moich polarników w tym trzy młode niedźwiedzice: Marzenę, Beatę i Katarzynę. Wśród starszych są i tacy, którzy mają dwie daty urodzenia. Ta druga data to dzień katastrofy śmigłowca w 1983 r. wiozącego naszą pierwszą rekonesansową ekspedycję. Śmigłowiec doszczętnie rozbił się w trakcie lądowania przy naszej bazie. Szczęściem od Boga wszyscy wyszli żywi; że wymienię obecnych tu dwóch Adamów: Kieresa i Piestrzyńskiego, Jerzego Kubiaka, Andrzeja Maksyma, Grzegorza Lipienia i mojego syna Macieja (jedynaka!). I znowu mieliśmy szczęście. Nie sposób wymienić wszystkich uczestników naszych Wypraw, wspomnę jeszcze pełnego pasji i wiedzy Jurka Czernego. Wam zawdzięczam, że nadal rozwijamy, tam pod biegunem, badania geologiczne.
Spitsbergen to najpiękniejszy epizod mojego zawodowego życia. Liczne ekspedycje w tym trzy z moim udziałem. To białe krajobrazy, turkusowe góry lodowe. Wspomagał nas tam swoim doświadczeniem niezapomniany profesor Stanisław Siedlecki, który odszedł na wieczne zimowanie.
A u początków wypraw spotkaliśmy się z przychylnością i pomocą profesora Krzysztofa Birkenmajera, absolwenta UJ i naszej AGH, który jest dziś z nami w Auli.
Pokłosiem naszych prac i badań jest m.in. anglojęzyczna mapa geologiczna Ziemi Wedel-Jarlsberga na Spitsbergenie. I kolorowe wspomnienia: wielogodzinne wędrówki po lodowcach, slalomy łodzią motorową między górami lodowymi, herbatki "z prądem", chleb i podpłomyki wypiekane przez prof. Jacka Rajchla. A na tam moje pytanie: Chłopcy czy jest wrzątek??, zawsze odpowiadali: Jest ale zimny! Wspomnienia, wspomnienia. Czas by to opisać.
Są na sali członkowie Polskiego Klubu Ekologicznego - to kombatanci walk o czyste niebo nad Krakowem, Ci z którymi miałem tą wielką satysfakcję przyczynić się m.in. do zamknięcia Huty Aluminium w Skawinie.
Jest też na sali moja kochana rodzina: żona Halinka i synowa Łucja, One stanowią w domu czwarty wymiar bo reprezentują wymiar sprawiedliwości, jest zamerykanizowny geochemik polarny, pracownik AGH - syn Maciej, wnuczka Monika, która komputerowo pomaga mi przy końcowej redakcji Encyklopedii Minerałów i najmłodszy wnuczek Mareczek do niedawna Indianin (hawgh Marek!). Do niedawna - bowiem od tygodnia w naszym domu nastąpiły zmiany: Marek to Zorro, a ja niestety jestem Garsija. Tu nie miałem szczęścia i nie miałem wyboru. Jest też i mój młodszy brat Leszek, architekt, autor projektu zbudowanego ostatnio gmachu Wydziału Elektrycznego AGH. Mojej rodzinie wiele zawdzięczam.
Panom Rektorom, Panu Dziekanowi mojego Wydziału, Kierownikowi Zakładu Mineralogii, Petrografii i Geochemii oraz wszystkim i tu obecnym i tym, którzy z kraju i z za granicy przekazali mi słowa sympatii - serdecznie dziękuję. Dziękuję za medal im. Karola Bohdanowicza, portret i piękne kwiaty.
back













