Loading...

Czy jestem gotowy na Ready For w Motoroli moto g100? Sprawdziłem to.

Czy jestem gotowy na Ready For w Motoroli moto g100? Sprawdziłem to.

Przekształcenie smartfona w coś co można nazwać namiastką komputera jest już nam dobrze znane. Ja pamiętam taką opcję już od czasów Lumii 950 i trybu Continuum, kiedy to Nokia była jeszcze w rękach Microsoftu. A było to dobre 6 lat temu. Minęło tyle lat, a producenci, tacy jak między innymi Motorola, wierzą, że smartfon można zamienić w komputer. A może wreszcie im się to udało? Sprawdziłem i mam trochę informacji na ten temat.Czy jestem gotowy na Ready For w Motoroli moto g100? Sprawdziłem to.

Był wspomniany już przeze mnie Continuum. Jest już dobrze znany samsungowy DeX, który w najnowszej wersji może działać bezprzewodowo. Jest też rozwiązanie pod nazwą Huawei Share, które łączy smartfon z komputerem, ale to jednak zupełnie co innego. Znalazłoby się też kilka innych, bardziej kickstarterowych rozwiązań. A teraz wchodzi Motorola, cała na… fioletowo? I twierdzi, że dzięki Ready For wreszcie możemy mieć „pełne środowisko komputerowe”, którego sercem będzie moto g100.

Czym jest Motorola moto g100?

To kolejny model z rodziny moto g, który ma poniekąd sprawić, że nie będziemy potrzebować flagowca. Gdyby ktoś przy okazji premiery np. moto g z 2015 coś takiego mi powiedział, to zaśmiałbym się głośno. Zawsze były to smartfony, które oferowały coś więcej w swojej kategorii, ale prawie zawsze były takimi mocniejszymi średniakami. Z moto g100 też tak jest, bo jest sporo rzeczy na plus, ale osobiście znalazłem kilka, które niezbyt mi pasują.

Moto g100 to przede wszystkim smartfon, który działa niesamowicie szybko, responsywnie i bez jakichkolwiek przycięć. W tym przypadku to nie tylko zasługa czystego systemu (Android 11 od razu z pudełka), ale też procesora Snapdragon 870 i ekranu z odświeżaniem 90 Hz. Jak dla mnie to każdy smartfon powinien teraz mieć minimum 90-hercowe odświeżanie, bo to totalnie zmienia wszystko. Po moto g100 widać to niemal za każdym razem, gdy bierzemy ten smartfon do ręki. Szybciej reaguje, szybciej odpowiada, a komfort korzystania z urządzenia jest nieporównywanie większy. Ale, mimo wszystko, mam wrażenie, że do takiego Huawei Mate 40 Pro czy nakładki z OnePlusów jeszcze krok brakuje. Jest blisko, ale jednak czuć, że można lepiej i jeszcze płynniej.

Przede wszystkim moto g100 to duży smartfon.

Duży, ale w takim sensie, że jest wyższy niż inne smartfony. Może nie ma takiego odczucia jak przy ostatnich Xperiach, ale efekt „pilota” jest odczuwalny. Sytuacji nie poprawia też 6,7-calowy wyświetlacz przez co sam samrtfon ma ponad 168 mm wysokości i waży prawie 210 gramów. I znowu, z jednej strony takie rzeczy trochę przeszkadzają, ale z drugiej, jeśli mam w obudowie baterię 5000 mAh, to już przeszkadzają mniej. Mamy do czynienia trochę z „klocem”, ale nie ma szans, by ten smartfon rozładować w ciągu dnia, niezależenie co byśmy na nim nie robili. Dwa dni spokojnie wytrzyma. Szkoda tylko, że szybkie ładowanie nie jest aż tak szybkie – mamy TurboPower o mocy 20 W.

Jak to w „czyściochu” bywa, w zasadzie cała funkcjonalność smartfonu oparta jest na aplikacjach Google. Mamy chyba wszystkie, łączenie z menedżerem plików, apką od podcastów czy Google Fit. Ale przykładowo Google Keep do notatek nie było. Cieszę się, że znajdziemy tam też znane dodatki od Motoroli jak choćby gest potrząsania telefonem żeby włączyć/wyłączyć latarkę. Pewnie się powtórzę, ale jest to szalenie przydatne. Podobnie jak gesty do robienia screenów.

Mam niemały problem z wyglądem tego smartfonu. Nie zrozumcie mnie źle, przez tą niebiesko-fioletowo-czasami-połyskującą obudowę przyciąga uwagę i wygląda efektownie. Ale mam taką wewnętrzną blokadę, że brakuje tu tego „czegoś” co bliższe jest flagowcom. Coś co sprawia, że mając do wydania 2499 złotych, po prostu kupiłbym coś innego. Nie pasują mi grube ramki wokół ekranu, w dodatku niesymetryczne i nie pasują mi dwa okrągłe wycięcia z przodu. A i do samej grubości mam pewne „ale”, bo śmiało można napisać, że te 9,7 mm to „aż”, a nie „tylko”. Pod względem designu Moto g100 jest na tym samym poziomie co każda motka z ostatnich dwóch lat.

W Motoroli moto g100 jest solidny zestaw aparatów na czele z 64-megapikselowym. I cytując już viralowego klasyka – No tak średnio bym powiedział, tak średnio. Jak na swoją cenę powinien robić lepsze zdjęcia i kropka. Taki Pixel 4a, którego można wyrwać za dużo mniej, robi to lepiej. Ale kluczową funkcją aparatu jest fotografia makro. Jakoś jest to tak tam ogarnięte, że ostrzy bliżej i doświetla sobie efektownym pierścieniem, gdy musi. Kilka przykładowych zdjęć dodaję poniżej i sami oceńcie czy jest się czym zachwycać.

A tu kilka zdjęć w trybie normalnym:

Jak działa ten cały tryb Ready For?

Jak już napisałem na początku, Ready For to pomysł Motoroli na to jak ze smartfona zrobić komputer. Ja bardzo nie lubię używać tego określenia, bo zawsze mam na pytanie „Czy się da?” mam jedną odpowiedź – nie da się. Da się jednak ogarnąć interfejs i funkcje tak, by po podłączeniu do większego ekranu, mieć namiastkę środowiska komputerowego. Coś co w pewnym sensie dostosuje się do poziomego, większego ekranu i w mniejszym lub większym stopniu będzie przypominało to co znany z Windowsa czy Linuxa. W przypadku Ready For jest różnie.

Muszę napisać o tym, że w zestawie mamy zupełne minimum, by Motkę podpiąć do czegoś calowo większego. Jest specjalny przewód, który ma HDMI i USB-C. Jedno wpinamy do monitora czy TV, a pod drugie podłączamy telefon. I tu od razu ciekawostka, moto g100 nie potrzebuje dodatkowego zasilania, by wejść w tryb Ready For. Jedziemy na tym co jest w akumulatorze, ale zawsze, można podpiąć ładowarkę. Ta grubsza końcówka z HDMI ma jeszcze w sobie gniazdo USB-C.

Szkoda, że moto g100 nie można kupić w bundlu z dedykowanym uchwytem Ready For Dock. Jeśli chcemy coś takiego to trzeba dodatkowo wyłożyć 199 złotych.

W pierwszej kolejności podłączyłem motkę do 55-calowego telewizora, by sprawdzić jak to wygląda i przede wszystkim – czy da się w coś zagrać. Pierwsze moje zastrzeżenie jest takie, że przewód jest za krótki. W moim setupie nie dało się swobodnie i w odpowiedniej odległości od ekranu używać smartfonu. Fajne natomiast jest to jak to wszystko szybko działa. Po podłączeniu wybieramy czy ma to być tryb desktopu, Gry, coś w rodzaju trybu telewizyjnego i czat. Klikamy i jest, bez żadnych opóźnień, przycięć czy podobnych rzeczy. Przy takim ustawieniu preferuję wygrzebanie z szuflady jakiejś bezprzewodowej klawiatury i myszy, obowiązkowo na Bluetooth. Ja skorzystałem z MX Keys i MX Master 3, bo próbowałem podłączyć zestaw z nano-odbiornikiem przez huba i nic z tego nie wyszło. Android po prostu nie obsługuje akcesoriów w tej formie i nie jest to wina Motoroli, a systemu.

Czy uruchomiłem jakąś grę? Tak, nawet dwie. A czy w coś zagrałem? Niestety nie.

Specjalnie zainstalowałem na moto g100 grę Genshin Impact i Need for Speed: No Limits. O ile jeszcze z pomocą ekranu smartfona dało się sterować tak ani wspomniany zestaw Logitecha ani kontroler na Bluetooth nie spisał się kompletnie. Dlatego jeśli myślicie, że podłączycie smartfon do większego ekranu jednym kabelkiem, usiądziecie wygodnie i w coś pogracie to nie. Nie pogracie. A szkoda, bo widać było, że smartfon wyrabiał. Nawet gdy podbiłem w Genshinie detale na wyższe.

Tryb „Telewizor” i „Czat Wideo” to nic innego jak swego rodzaju zakładki, które zbierają tematyczne aplikacje zainstalowane już na telefonie. W przypadku tryb telewizji był to np. skrót do YouTube czy Filmów Google. Przy czacie miałem dostępną tylko apkę Google Duo. Kompletnie mnie to nie zainteresowało, bo nie za bardzo lubię jak ktoś idzie na skróty. W tej kwestii to nic innego jak ładna nakładka na niektóre funkcje. Równie dobrze mogli dodać piąty kafelek „Muzyka”, a w nim umieścić skrót do Spotify.

Na całe szczęście główny tryb, czyli tryb desktopowy działa Całkiem znośnie.

Przyznam, że pod względem wyglądu, rozlokowania elementów czy wreszcie obsługi, mobilny pulpit nawet mi podpasował. I przede wszystkim działał tak jak powinien, czyli szybko, z ładnymi animacjami i za każdym razem kiedy chciałem coś zrobić. Pasek „Start” był klasycznie po lewej stronie (tak jak wstążka z aplikacjami, zdjęcie poniżej), a zasobnik ze wszystkimi potrzebnymi opcjami po prawej. Właśnie po prawej mamy chociażby Wi-Fi, zrzut ekranu, datę z godziną czy powiadomienia. Można było otwierać aplikacje w oknie i przełączać je na pełny ekran. Gdy były w trybie pełnoekranowym, górny pasek pojawiał się wtedy, gdy zbliżyło się kursor do górnej krawędzi.

Jest dostęp do wszystkich aplikacji, które mamy na telefonie w nieco desktopowej formie. Te zawsze otwierają się w oknie, które potem można powiększyć. Teoretycznie więc, da się na tym pracować, ale…

Ewidentnie jest problem ze skalowaniem elementów i zawartości, a dostosowanie do większego ekranu po prostu leży. Spójrzcie przykładowo na stronę domową w przeglądarce Chrome. Dwa wielkie białe pasy po bokach. Podobnie jest też z YouTubem, tyle tylko, ze cała zawartość jest przyklejona do lewej strony i zajmuje jakieś 30% ekranu. Słabo. Sytuację można trochę uratować ustawiając ręcznie wyższe skalowanie i rozmiar czcionki, ale nadal nie rozwiązuje to całkowicie problemu.

Problem jest też taki, że nie wszystkie elementy systemu odpalają się prawidłowo. Zauważyłem to przede wszystkim na kalendarzu, do którego skrót mamy w przyborniku po prawej. Klikamy i pojawia się tylko białe okno bez zawartości.

Czy jestem gotowy na motorolowy Ready For?

Fajne jest to, że Motorola stale rozwija swoje smartfony i rozwiązania, czego idealnym przykładem jest Ready For. Jeszcze przy poprzedniej generacji tego nie było, nawet przy topowych modelach jak Motorola RAZR czy Motorola edge. Ale w rzeczy samej, Ready For to nic nowego i nic co wprowadza jakąś rewolucję w korzystaniu ze smartfonu w tak zwanym trybie desktopowym. Może i wygląda to ładnie, może i z tych głównych elementów „systemu” korzysta się wygodnie, ale nadal jest to półśrodek, który nie sprawi, że smartfon będzie do wszystkiego. Nawet jeśli podłączymy go do większego ekranu i sparujemy z klawiaturą i myszką.

Jakoś tego w obecnej formie nie widzę, a Ready For nie sprawił, że zapragnąłem przesiąść się na takie rozwiązanie, choćby na tydzień. Kilka rzeczy mi tu brakuje, ale wiele też irytuje (jak akcja z tym kalendarzem czy niedostosowane strony). Ale niezmiennie kibicuję i wierzę w sukces, bo wiem, że to kwestia dopracowania oprogramowania. Kto wie, może za rok czy dwa Ready For będzie bezprzewodowy, a wszystkie interfejsowe bolączki zostaną naprawione. Oby!

Powiązane artykuły